Mamy obowiązek „zatargać” się nawzajem do nieba!

Posted on Posted in Lifestyle

Drodzy Małżonkowie!
Czy wiedzieliście, że mamy się nawzajem „ZATARGAĆ” do nieba?

Oczarowani? Tak, to dobre słowo, by krótko opisać wrażenia z warsztatów, w których mieliśmy okazję uczestniczyć, razem z moim Mężem, Adrianem.  Ponad dwa lata temu, wykładowcy owych warsztatów pokazali nam inny wymiar małżeństwa (inny od tych, które znaliśmy z otoczenia). Prowadzili oni wówczas nauki przedmałżeńskie, przy kościele ojców dominikanów w Katowicach [pisałam o nich więcej tutaj: Małżeństwo – orka po betonie”].

Dwa dni wykładów minęły wówczas niewiadomo  kiedy, były bardzo interesujące urozmaicone w różne, „przedmałżeńskie” ćwiczenia. Jednak nie tylko owa atrakcyjność spotkania nas wtedy zafascynowała. Głównym powodem naszego wielkiego uznania, jako przyszłych małżonków, była wielka miłość, którą okazywali sobie niemal bez słów. Wystarczyło na nich spojrzeć, by w sercu zapaliło się pragnienie tego, aby po 30 latach małżeństwa, patrzeć na współmałżonka w taki sposób, jak oni patrzyli na siebie.

zatargac-sie-do-nieba

Oni.

Państwo Jacek i Elżbieta Kopoczowie. Małżeństwo z 30-letnim  stażem małżeńskim. Założyli oni fundację (Misja Rodzina), której celem jest udzielanie „pierwszej pomocy” małżonkom, w umacnianiu ich relacji, w zrozumieniu siebie, w rozwiązywaniu problemów. Prowadzą poradnię małżeńską, organizują konferencje i warsztaty. I właśnie w takich warsztatach postanowiliśmy wziąć udział. Ich tytuł to „Duchowość małżeńska – bratnie dusze w drodze do nieba”. I nie – nie poszliśmy tam po to, by w jakiś sposób naśladować ich małżeństwo. Nie poszliśmy po jakieś lekarstwo, czy receptę, bo nie wiemy, jak ze sobą żyć.

Do takiego stopnia „wtajemniczenia” i głębokiej relacji między sobą potrzeba nam wielu, wielu lat pracy nad sobą i ze sobą. Nie da się tego przeskoczyć. Poszliśmy tam, ponieważ zakładamy, iż wiedzą o wiele więcej o małżeństwie i na dodatek chcą się tą wiedzą podzielić. Poszliśmy tam po to, aby poznać źródło ich wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Doskonałej komunikacji. Już po naukach wiedzieliśmy, iż postrzegają małżeństwo całkowicie inaczej, niż my wcześniej. Prezentowali zupełnie inny model niż te, które mieliśmy okazję wcześniej poznać – w rodzinie, wśród znajomych i nieznajomych, z opowieści. Taki model, który sami zechcieliśmy wdrożyć w naszej rodzinie. W rodzinie, w której na pierwszym miejscu jest Pan Bóg.

zatargac-nawzajem-do-nieba

Bo nawet w małżeństwie można stać się samotną wyspą.

Prawda jest taka, iż codziennie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego. Codziennie kochana osoba nas czymś zaskakuje. Codziennie – i nie ma mocnych, żeby nie. Czasem jest to drobny gest, czasem niespodzianka, czasem wyręczenie z obowiązków. Tylko trzeba umieć patrzeć, trzeba umieć słuchać i słyszeć. Uczyć się tego. Od nas samych zależy, czy będziemy „widzieć” i „słyszeć” miłość współmałżonka. Bo nawet w małżeństwie można stać się samotną wyspą. Oddalić się od siebie małymi lub większymi krokami i nawet nie wiedząc kiedy – stać się dla siebie obcymi ludźmi. Takie relacje poznaliśmy gdzieś tam z opowieści, i tego – szczerze mówiąc się obawialiśmy.

Przed ślubem, kilku znajomych mówiło nam, że: „ślub to błąd. Że po ślubie wszystko się zmieni. Że ślub wprowadza rutynę i siłą rzeczy się rozpadnie. Że nie ma na to lekarstwa. Że zobaczymy. Że to nie te czasy, kiedy małżeństwo wytrzymywało ze sobą pięćdziesiąt lat. Że są, owszem wyjątki, gdzieś tam, ale oni i tak nie znają nikogo takiego osobiście. A jeśli nie rozwodzą się, to żyją razem ze względu na dzieci, ze względu na kredyt, psa, a tak po prawdzie, to sami nie wiedzą dlaczego. Zdradzają się, bo się nie kochają. Na zewnątrz często prezentują przykładne małżeństwo, a wewnątrz nie znają siebie w ogóle. Zapomnieli siebie. BO MAŁŻEŃSTWO TO TAKA.. UMOWA”. A gdy nas pytali, po co bierzemy ślub i odpowiadaliśmy, że z miłości, to pukali się w czoło.

„Targanie siebie nawzajem do nieba”.

Jasne, że się baliśmy, że pojawiały się myśli, „a co jeśli oni mają rację”? Jasne, że wiele razy rozmyślaliśmy, czy to dobra decyzja. Za nic nie chcieliśmy, aby podobny los spotkał i nas. Ale zdecydowaliśmy, że chcemy z Bogiem iść przez życie, za ręce. Bo to od nas samych zależy, jak będzie wyglądała nasza relacja. To, co w nią włożymy (wysiłek, uwaga, miłość itd.), otrzymamy z powrotem ze zdwojoną siłą. I tak się dzieje. Jasne, że bywają małe i większe kłótnie, bo one zawsze będą (święci nie jesteśmy – jeszcze!). Będą „latać talerze”.

Jak to mówią Kopoczowie: Jesteśmy jednością. Jedyną i niepowtarzalną, która nie może między sobą konkurować, rywalizować, uprzykrzać sobie życia, robić sobie na złość. Bo wtedy nie jest to małżeństwo w „Trójkącie z Bogiem”. Jak wspomniała Elżbieta Kopocz: „Jak mogę deklarować, że kocham Boga i jednocześnie być wredną żoną?!”. Nam nie wolno być wrednymi żonami ani wrednymi mężami, jesteśmy przecież jednym ciałem, złączoną na zawsze przez Boga. Mamy kochać, naprawiać, akceptować i zmieniać swoje życie na lepsze. To jest właśnie ta droga, to „targanie siebie nawzajem do nieba” – choćby nie wiem co. Bo miłość w „Trójkącie małżeńskim z Panem Bogiem” tego wymaga.

thankyou-2

Wiedzieliście, że są już w historii małżeństwa, które zostały wyświęcone przez to, jak wspaniałe życie małżeńskie prowadzili? Jednymi z takich świętych są Luigi i Maria Quattrochi. Są oni przykładem tego, iż małżeństwo jest prawdziwą drogą do świętości. Jak to przekazało nam małżeństwo Kopoczów: „czynili oni swoją codzienność, niecodzienną”. Mówili oni także, że największym świadectwem miłości dla dzieci, jest miłość ich rodziców. I tacy właśnie byli Maria i Luigi. Jako jedność, przez całe życie byli zwróceni do Boga. Nawet w trudnych, ciężkich chwilach przekazywali czworgu swoich dzieci światło wiary. Polecam poczytać o nich tutaj. Ja zachęcę tylko fragmentem wspomnień Marii po śmierci jej męża:

„Mój kochany, wspominam wszystkie szczęśliwe chwile, którymi się rozkoszowałeś do końca życia. Żadna z tych chwil nie przeszła niezauważona przez ciebie. Za każdą z nich składałeś dziękczynienie Panu Bogu. Pamiętam zmartwienie w chwilach choroby czy innego niebezpieczeństwa, radość z mego uratowanego życia, które było wszystkim dla ciebie. (…) Coraz bardziej cię podziwiałam za to, że z wielką godnością i szlachetnością wznosiłeś się ponad nędze i ambicje ludzkie. Zwyciężałeś dzięki miłości bliźniego. Okazałeś pogodną pobłażliwość i dobroć człowieka sprawiedliwego, którym kieruje miłość Boga i człowieka”.

Kochać, to chcieć poznawać małżonka codziennie jeszcze bardziej i bardziej, jeszcze goręcej i goręcej. Zmieniać się i akceptować. Rozumieć. Słuchać i czytać z gestów. Być bacznym obserwatorem. Doskonalić jedność i miłość, którą przecież przyrzekliśmy w sakramencie małżeństwa.

Instrukcja Obsługi Człowieka.

Państwo Kopoczowie pokazali nam nowe sposoby, jak możemy także umacniać naszą modlitwę, w jaki sposób może nam pomóc jedyna i niepowtarzalna – Instrukcja Obsługi Człowieka. Czyli Biblia. Jak odczytywać z niej to, co Bóg do nas mówi, jak chce codziennie budować nasz związek sakramentalny. By widzieć to, jak burzy to, co nam nie służy. Czytamy Pismo Święte codziennie, przed snem. Ale nie wystarczy czytać, trzeba również przyjąć to Słowo, żyć nim.

To niezwykłe małżeństwo przekazało nam swoje metodyki, które pomagają im w codziennym życiu, pomagają w tworzeniu małżeńskiej jedności. A to wszystko m.in. właśnie z pomocą Biblii. Metodyk tych nie da się skopiować, ponieważ każde jedno małżeństwo jest zupełnie inne. Każde, nawet to, które żyje w tzw. „Trójkącie małżeńskim” (!), oczywiście z Panem Bogiem. No i oczywiście każdy, w Piśmie znajdzie inne Słowo, które do niego przemówi, które będzie dla nich życiowym drogowskazem.

zatargac-sie-do-nieba-3

Jeżeli kierunek, który obraliśmy, ma nas doprowadzić za kilkadziesiąt lat do świętości, a przy tym sprawić, iż siła uczuć i fascynacji sobą nigdy nie zgaśnie to – TAK – chcemy nim podążać. Szczęściem, wspólna w naszym przypadku modlitwa, nie tylko bardzo nas do siebie zbliżyła, ale już przynosi wielkie cuda i owoce, których byśmy się nie spodziewali. Piękne rzeczy się dzieją, powiadam Wam.

Na samym spotkaniu doświadczyliśmy wielu wzruszeń. Nie sposób opowiedzieć wszystkiego. Ale warto tam pójść, żeby sobie chociaż na nich popatrzeć. Wystarczy spojrzeć na to kochające się małżeństwo, by zmotywować się do wielu pozytywnych zmian. Żeby posłuchać historii z życia innych małżonków, z którymi mieli oni okazję się zetknąć i odnaleźć w nich własną codzienność. By nauczyć się poznawać inny punkt widzenia – punkt widzenia małżonka w różnych sytuacjach życiowych. By patrzeć na niego przez pryzmat miłości, bez względu na jego wady. Pielęgnować codzienne rytuały.

dzieki-ci-boze

Wiedzieliście, że wykonywanie obowiązków domowych z miłością – tak, z miłością – jest modlitwą?! No, my nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy (sądził tak, jak wskazywała Elżbieta Kopocz, św. Wawrzyniec, Karmelita Bosy). No bo czy można prasować z miłością?! Można:-) Sprawdziłam na sobie, gdy prasowałam dziesiątki koszul mojego Męża. I wiecie co? Lepiej mi to wychodziło i sprawiło wiele radości. Nie robię tego przecież dla obcego człowieka, ale dla Tego Jedynego, któremum przyrzekała. Podobnie jest z gotowaniem, za którym nie bardzo przepadam.

I zupa wtedy inaczej smakuje.

Państwu Jackowi i Elżbiecie Kopoczom bardzo, bardzo dziękujemy za wspaniale spędzony czas, który pozwolił nam „zejść głębiej, do naszego raczkującego, małżeńskiego wnętrza” i dowiedzieć się więcej, dzięki cennym wskazówkom i przykładom. Napewno weźmiemy udział w kolejnych inicjatywach i szczerze polecamy je kolejnym małżeństwom.