Straszny sąsiad – historie rodem z horroru

Posted on Posted in Blog

Plus i minus

Hałasy? Ciągłe stukania? Szuranie krzesłem nad Twoją głową? Awantury? Krzyki i płacz? Remont po 22.00? Bingo, to uroki mieszkania w bloku. Dla niektórych blokowiska są ogromną wygodą, bo przecież (idąc tropem historii z filmiku „Domek w Karkonoszach”) nie trzeba odśnieżać, kosić, znosić węgla, zbierać liści ani dokonywać setek napraw w domu, który jest tak naprawdę workiem bez dna (jeśli chodzi o nakłady finansowe). Mieszkanie w bloku to zapewniona ciepła woda i ogrzewanie, wywóz śmieci i kanalizacja. Od czwartego piętra winda, sama wygoda. Gdy coś się zepsuje, dzwoni się do administracji, a podjazd jest zawsze odśnieżony.

Film nie jest moją własnością, został udostępniony za pośrednictwem portalu Youtube

Piszę ten tekst, bo mam pewną możliwość porównania obu tych wariantów. Przez 23 lata mieszkałam z rodzicami w domu, w górach. Od ponad czterech lat mieszkałam w kilku blokach, odkąd się przeprowadziłam. Muszę przyznać, że bardzo tęsknię za życiem w domu, chociaż na początku miałam inne zdanie. Pierwsze mieszkanie, do którego wprowadziłam się razem z moją przyjaciółką Dagą znajdowało się blisko centrum miasta, co było satysfakcjonujące. Gorzej z samym mieszkaniem. Wynajemca liczył sobie dosyć pokaźną sumkę jak na to, co oferował. Mianowicie, była to maluteńka kliteczka, pokój o powierzchni 10 metrów kwadratowych, w której mieszkałyśmy we dwójkę. W Czołgu i na Palmie.

Tak, ja w Czołgu, Daga na Palmie.

Spałyśmy słuchajcie w łóżku piętrowym! Daga na górze (na Palmie), ja na dole (w Czołgu). Super, prawda? Jasne, że mogłyśmy wynająć inne mieszkanie, ale niestety, byłyśmy w sytuacji podbramkowej – miałyśmy już podpisane umowy o pracę, a mieszkania brak. Żadne z tych, które obejrzałyśmy nam nie odpowiadały. Nie pociągało nas mieszkanie z heavy metalowcami lub w pokoju przechodnim (kto mieszka na tzw. „Gwiazdach” w Katowicach wie o co chodzi).

kafotografia_rodem z horroru 2

Czołg i Palma znalazły się w zasadzie w ostatniej chwili, w zasadzie to Daga je znalazła i poinformowała wynajemcę, że „nie będziemy oglądać mieszkania, od razu przyjeżdżamy z TOBOŁAMI”. Byłyśmy wtedy bardzo zdesperowane. No cóż.. Nasza klitka z Czołgiem i Palmą to nie jedyny mankament. Doszły do niej jeszcze np. mająca wszystko w głębokim poważaniu właścicielka, kuchnia bez okna i okapu (z której wydzielono jeszcze mniejszy pokoik hoho!), bez piekarnika, psujący się bojler, psująca się pralka, zepsuta klamka, unoszący się przykry zapach z pionu w naszej klitce i…

Upierdliwy sąsiad.

No cóż. Krzyki, awantury, płacze i dziwne odgłosy rzucania różnych przedmiotów o ścianę, czy podłogę były na porządku dziennym. Takich to sąsiadów mieliśmy tuż obok. Ale oczywiście na zewnątrz prezentowali przykładne, kochające się małżeństwo. Na parterze „uroczy” sąsiad lat 80+, który nigdy nie opuszczał swego posterunku na balkonie i wypytywał o wszystko, o co tylko mógł, nazbyt słodziuchny. Ale potrafił ów osobnik również pokazać na co go stać, jak nadawał dzieciakom, biegającym po podwórku. Wieczorem strach było wyjść z mieszkania, bo przed blokiem odbywały się regularnie suto zakrapiane imprezki tamtejszych meneli, wraz z głośną muzyką. O spokojnym śnie nawet nie marzyłyśmy.

Zdarzyło się, że jednego z owych meneli znaleźliśmy pod naszymi drzwiami. Mieszkaliśmy na ostatnim piętrze. Leżał jak nieżywy, byłam przerażona. Okazało się jednak, że pomylił klatki, jego żona takiego pijanego nie chciała go wpuścić do domu i błąkał się. Dobrze, że był ze mną mój Narzeczony, a obecnie Mąż, który gościa ocucił i wyprowadził z bloku.

Tak ciepło, że w bikini będziecie się przechadzać

Szczęściem, po niespełna roku przeprowadziliśmy się do innego mieszkania. Plusem było to, że było większe i mieliśmy je na wyłączność. Właścicielem był sędziwy staruszek, który okazał się bardzo pomocny przy przeprowadzce. Zapewniał, że będziemy się w nim przechadzać przy wielostopniowym mrozie w bikini, że jest tak ciepłe i dobrze zaizolowane. Nic bardziej błędnego. Budynek nie był ocieplony i niestety grzejniki nie dawały rady w zimie. Strach było dotknąć się ściany, były tak lodowate.

I tam mieliśmy ciekawych sąsiadów. Na parterze Kocia Matka dokarmiająca okoliczne kociaki, która wiecznie miała o coś pretensje. A największe o to, że odważyliśmy się rzucić jakąś wędlinę czy mięso „jej” kociakom, przybłędom. Przybłędy te wiecznie wylegiwały się na masce samochodu mojego Męża, wtedy narzeczonego. Historię z „dreszczykiem” przeżyliśmy jednak pewnej nocy, dzięki sąsiadce mieszkającej dwa piętra wyżej…

kafototgrafia_rodem z horroru1

W obecnym mieszkaniu, w okolicznej miejscowości Katowic mamy z Mężem większy spokój. Mamy co prawda lokalną Kocią Matkę i to piętro niżej, która często (nazbyt grzecznie) ma jakieś uwagi i ostrzeżenia (jak np. to, że ona poczuła, że ktoś u nas pali papierosy i żebyśmy nie odważyli się wyrzucać popiołów przez balkon, bo kiedyś ktoś z górnego piętra tak zrobił i „prawie jej kota przypaliło”. No tak jakby ten popiół nie zgasł, gdy spadał. Nad nami mamy z kolei dwójkę sąsiadów, którzy (takie mamy wrażenie) chyba nigdy nie sypiają. Nawet gdy kładziemy się bardzo późno spać słychać huki, szuranie krzesłem, pralkę, głośne rozmowy. Z innych mieszkań wyżej czasem po pionie niosą się krzyki i płacz.

Wszyscy wszystko, wszyscy wszystkich, wszystko wszystkich

Niestety, największym problemem w bloku jest brak prywatności. Niby mieszkanie jest Twoje, ale sąsiad wie praktycznie o wszystkim, co chciałbyś schować przed światem. To właśnie w takich chwilach jak te, gdy potrzeba trochę spokoju, tęsknię za mieszkaniem w domu. Gdzie mogę sobie krzyczeć do woli, iść spać w zupełnej ciszy, gdzie o trzeciej nad ranem nie słyszysz kroków nad sufitem. Gdzie nie wyprowadzają Cię z równowagi stukania i prowadzony remont w godzinach wieczornych i nocnych. Gdzie dom jest Twoją enklawą i azylem.

  • Nigdy nie mieszkałam w bloku i zastanawiam się czy udałoby mi się przyzwyczaić do nowego miejsca. 🙂

    • Ja bardzo tęsknię za mieszkaniem w domu, zwłaszcza, jak słychać wieczne stukanie i pukanie, remont w nocy… Ale za to nie trzeba odśnieżać, kosić, palić w piecu:-)

  • Na Wierzchowcu

    Ja marzę o swoim kącie. Nawet w bloku, którego nie będę dzielić z obcymi mi ludźmi. Nie lubie przeprowadzek, a w ciągu 6 ostatnich lat przeprowadzałam się 7 razy… tylko na terenie Warszawy. Większość tych mieszkań jest droga i wieje PRLem… tak więc zawsze może być gorzej 😉

    • Zdaję sobie z tego sprawę;-) wygórowane ceny za spartańskie warunki. W Katowicach też jest sporo takich mieszkań.

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    Ja przez całe lato mieszkam w domku na wsi, a na zimę zjeżdżam do dużego miasta, do bloku. Nie muszę palić i odśnieżać, i spać w skarpetkach. Serdeczności od Kasi 🙂

    • Zazdroszczę taki układ jest chyba najlepszy 😀 Tylko jak z dojazdem do pracy?

  • Iza

    Zawsze rowniez myslalam, ze mieszkanko w bloku, to super sprawa. Z perspektywy czasu mysle sobie, ze dom to dom. Inna kwestia, jezeli mieszka sie w jakims apartomentowcu, gdzie jest przestrzeni tyle ile na jednym pietrze nie jednego domu. Tak sobie mysle, ze kiedys chyba takie mieszkanie w bloku bylo troche inne. Dzieciaki przesiadujacy i bawiace sie obok bloku, relacje z sasiadami.. a teraz sasiedzi w bloku sa zupelnie obcymi osobami. Swietny wpis, czekam na kolejny!!

  • Pomimo tych wszystkich rzeczy, które przy domu trzeba zrobić, studni bez dna, o której wcześniej nikt nam nie powiedział, wolę swój własny dom ?

  • Z każdym kolejnym mieszkaniem wydaje się, że jest lepiej. Ale cały czas zapewne, jest do czego dążyć 🙂